felieton KRYZYSOWA NARZECZONA 13.12.2011

Nowa (stara) koalicja rządowa PO-PSL nie jest na pewno tzw. małżeństwem z rozsądku. Prawdopodobnie w ogóle nie jest małżeństwem. Widział może ktoś umowę (koalicyjną), która by ten fakt potwierdzała?

Jest to raczej życie w związku partnerskim, którego prawnego uregulowania Platforma tak się boi. Dlaczego? Ponieważ ustne uzgodnienia można zawsze zmienić, a te zapisane już nie. Jednak nie ważne jak ten układ nazwiemy mamy rząd, który chce uratować Polskę przed wielką jak tsunami falą kryzysu. Podobno przed jedną falą już nas uratowano. Nikt jednak nie wskazał konkretnych działań, które nas zbawiły. Nie robiono nic, z wiadomych względów. Teraz jednak mają zacząć coś robić. Na zapowiedziane plany rządu Tuska część społeczeństwa czekała od dawna. Na przykład uzależnienie tzw. becikowego czy ulgi na dzieci od dochodów są ważnymi zmianami i nie w związku z kryzysem tylko zwykłym poczuciem sprawiedliwości, bo dlaczego dobrze zarabiający mają otrzymywać wsparcie takie same jak ci z najniższym uposażeniem. Dawno mogliśmy mieć to za sobą. Najwięcej emocji wzbudziła zapowiedź wydłużenia wieku emerytalnego. Argumenty, że przez dłuższą pracę kobiety będą mieć o wiele większą emeryturę można między bajki włożyć. Chodzi o coś innego. Do wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn zbliża się powojenny wyż demograficzny. Minister finansów ma z pewnością precyzyjne wyliczenia ile zaoszczędzi na emeryturach w przeciągu najbliższych czterech lat. Czy jeszcze ktoś wierzy, że rządzący martwią się o to co będzie za lat trzydzieści lub czterdzieści? Nie mam złudzeń, że nikt. Drugi z bardziej emocjonalnych tematów to likwidacja funduszu kościelnego i obowiązek opłacania przez duchowieństwo składek na ubezpieczenia społeczne. Podpowiadam do tego jednocześnie można zrezygnować z wynagrodzenia katechetów z pieniędzy podatników. W te zmiany jednak nie wierzę. Jakaś drobna korekta może będzie ale podkreślam drobna.

Plany planami ale inna rzecz, że trzeba je jeszcze wprowadzić w życie. Wiadomo już, że pomimo koalicji PSL zmian emerytalnych poprzeć nie chce. Myślę jednak, że opór PSL nie jest prawdziwy (w rzeczywistości bowiem PSL pogodziło się z koniecznością zmian), lecz medialny, na użytek wyborców. Premier Tusk skutecznie przymusi koalicjanta do przepchnięcia swoich propozycji. Wynik PSL był marny, a nową narzeczoną na czasy kryzysu PO znaleźć może bez problemu. Chyba, że nie doceniamy zdolności lidera ludowców, który w takich politycznych romansach żółtodziobem przecież nie jest.

Maciej Wiśniewski

Radny Sejmiku Województwa Wielkopolskiego